Spór o własność – kto podpisze obraz namalowany przez maszynę

Wyobraź sobie, że wchodzisz do galerii sztuki. Na ścianie wisi piękny obraz – olej na płótnie, mistrzowska kompozycja, poruszające kolory. Pytasz o autora. Właściciel galerii wzrusza ramionami: „Napisałem do komputera »namaluj mi coś pięknego w stylu Rembrandta« i to wyszło.” Kto jest autorem tego obrazu? Ty, bo zleciłeś? Komputer, bo namalował? Rembrandt, bo jego styl posłużył za wzorzec? A może nikt – bo prawo autorskie nie przewiduje takiej sytuacji?

Witaj w jednym z największych prawnych chaosów naszych czasów.


Prawo autorskie miało prostą zasadę. AI ją skomplikowała.

Przez całą historię ludzkości prawo autorskie opierało się na jednym prostym założeniu: twórcą jest człowiek. Pisarz pisze powieść – jest jej autorem. Kompozytor tworzy symfonię – należy do niego. Fotograf naciska migawkę – zdjęcie jest jego własnością. Zasada ta była tak oczywista, że przez setki lat nikt jej nie kwestionował.

AI zburzyła tę oczywistość w ciągu kilku lat.

Dziś modele generatywne produkują dziennie miliony tekstów, obrazów, melodii i filmów. Część z nich jest banalna. Część – zadziwiająco dobra. I wszystkie rodzą to samo pytanie, na które prawo całego świata wciąż szuka odpowiedzi: kto jest właścicielem tego, co stworzyła maszyna?


AI nie może być autorem. Na razie.

Zacznijmy od tego, co prawnicy ustalili z największą pewnością – i co jest zarazem najbardziej zaskakującą odpowiedzią dla przeciętnego użytkownika.

AI nie ma praw autorskich. I nie może ich mieć.

Nie dlatego, że nikt o tym nie pomyślał. Dlatego, że próbowano – i sądy powiedziały: nie.

Najbardziej znana sprawa to historia amerykańskiego naukowca Stephena Thalera, który przez lata walczył o przyznanie praw autorskich dziełu wygenerowanemu przez jego własny system AI o nazwie DABUS. Sądy odrzucały tę argumentację na każdym szczeblu. W marcu 2026 roku Sąd Najwyższy Stanów Zjednoczonych odmówił rozpatrzenia tej sprawy, pozostawiając w mocy niższe wyroki stwierdzające, że dzieła bez ludzkiego twórcy nie kwalifikują się do ochrony prawnoautorskiej.

Stanowisko jest jednoznaczne: autor musi być człowiekiem. Maszyna, choćby była genialna, nie może podpisać obrazu i pobierać tantiem. Nie ma osobowości prawnej, nie może posiadać majątku, nie może pozywać ani być pozywaną w sprawach autorskich.

Pytanie jednak brzmi: jeśli nie AI, to kto?


Trzy możliwe kandydatury i każda ma problem

Kandydatura pierwsza: użytkownik, który napisał prompt

Logika wydaje się prosta. Ty wpisujesz polecenie, AI je wykonuje. Jesteś jak reżyser, który nie trzyma kamery, ale decyduje o tym, co widz zobaczy na ekranie. Czy reżyser nie jest autorem filmu?

Problem polega na tym, że samo napisanie krótkiego polecenia – „namaluj zamek o zachodzie słońca” – jest przez większość systemów prawnych uznawane za zbyt mało twórcze, żeby uzasadniać ochronę autorską. Napisanie promptu samo w sobie zazwyczaj nie wystarcza. Liczy się to, co robisz po wygenerowaniu obrazu: wybór spośród wariantów, edycja, odrzucanie wyników, które nie pasują. Te działania świadczą o ludzkich decyzjach twórczych – a właśnie tego prawo autorskie szuka.

Im bardziej szczegółowy i twórczy prompt, im więcej etapów selekcji i redakcji, im więcej własnej pracy włożonej w finalny efekt – tym większa szansa, że prawo uzna cię za autora. Ale granica jest rozmyta i różne sądy rysują ją w różnych miejscach.

Kandydatura druga: firma, która zbudowała model AI

Może prawa powinny należeć do OpenAI, Anthropic czy Midjourney – firm, które zainwestowały miliardy dolarów w stworzenie modeli generatywnych?

Większość regulaminów tych firm mówi wprost: nie. Przekazują prawa do wygenerowanych treści użytkownikowi. Nie dlatego, że są hojne – dlatego, że przyjęcie roli autora oznaczałoby przyjęcie odpowiedzialności za każdy wygenerowany tekst, obraz i melodię. A to ryzyko prawne, którego żadna firma nie chce na siebie brać.

Kandydatura trzecia: nikt

Jest jeszcze trzecia możliwość, która dla wielu twórców jest najbardziej niepokojąca: dzieło stworzone w pełni autonomicznie przez AI może nie należeć do nikogo. Trafia do domeny publicznej – może być kopiowane, modyfikowane i sprzedawane przez każdego, bez żadnych ograniczeń.

Dla firmy, która zainwestowała czas i pieniądze w stworzenie kampanii reklamowej z pomocą AI – to bardzo zła wiadomość.


Zanim AI cokolwiek stworzyła – już coś ukradła?

Tu zaczyna się drugi, jeszcze bardziej zapalny front prawny.

Żeby AI mogła tworzyć, musiała się najpierw uczyć. A uczyła się na tekstach, obrazach i melodiach – które bardzo często ktoś napisał, namalował albo skomponował i objął prawem autorskim.

Artyści, pisarze i wydawcy zaczęli zadawać proste pytanie: skoro mój tekst posłużył do treningu modelu, który teraz zarabia miliardy – dlaczego nie widzę z tego ani złotówki?

Odpowiedź firm AI brzmiała: to dozwolony użytek, bo trening modelu nie jest kopiowaniem w tradycyjnym sensie. Odpowiedź sądów jest bardziej skomplikowana.

W listopadzie 2025 roku Sąd Krajowy w Monachium wydał przełomowy wyrok w sprawie GEMA przeciwko OpenAI. Sąd orzekł, że modele AI mogą naruszać prawa autorskie, gdy zapamiętują i odtwarzają chronione dzieła bez zezwolenia – w tym przypadku chodziło o teksty piosenek, które ChatGPT potrafił odtworzyć na żądanie.

Anthropic zgodziła się zapłacić 1,5 miliarda dolarów ugody w sierpniu 2025 roku – największą wypłatę w historii amerykańskich spraw o naruszenie praw autorskich, obejmującą około 500 000 dzieł w cenie mniej więcej 3000 dolarów za tytuł. Powód: część danych treningowych modelu Claude została pozyskana w sposób uznany za piractwo.

Jednocześnie firmy zaczęły masowo podpisywać umowy licencyjne z wydawcami, serwisami fotograficznymi i wytwórniami muzycznymi. Universal Music Group zawarło ugodę z Udio w październiku 2025 roku, a Warner Music Group ugodę z Suno w listopadzie 2025 roku, tworząc struktury licencyjne z możliwością uczestnictwa artystów. Sam fakt, że firmy wolą płacić, niż ryzykować w sądzie, mówi wiele o tym, jak niepewna jest ich pozycja prawna.


Jak to wygląda w różnych krajach? Mapa chaosu.

Prawo autorskie jest terytorialne – obowiązuje w granicach danego kraju. A poszczególne kraje podchodzą do tematu AI zupełnie inaczej.

Stany Zjednoczone i większość krajów Unii Europejskiej stosują podejście „human-centric” – ograniczające ochronę prawnoautorską do dzieł ze znaczącym udziałem człowieka. Wielka Brytania idzie nieco inną ścieżką, dopuszczając ochronę dzieł „generowanych komputerowo” przy przypisaniu autorstwa osobie, która zorganizowała ich powstanie.

Chiny wykazują podejście bardziej eksperymentalne – tamtejsze sądy przyznawały ochronę prawnoautorską w niektórych sprawach z udziałem AI, szczególnie gdy można było wykazać wystarczający wkład człowieka przez dopracowywanie promptów i wybór wariantów. Ukraina jako pierwsza kraj przyjęła odrębne prawo „sui generis” dla obrazów generowanych przez AI.

Japonia pozostaje najbardziej liberalna wśród głównych gospodarek – chronione prawem dzieła mogą być generalnie wykorzystywane do treningu AI pod warunkiem, że materiał źródłowy pochodzi z legalnych źródeł i użycie nie narusza nieuzasadnienie interesów właścicieli praw.

W praktyce oznacza to, że artysta z Polski sprzedający obraz wygenerowany przez AI na amerykańskiej platformie jest objęty co najmniej trzema różnymi systemami prawnymi jednocześnie – i żaden z nich nie daje mu jednoznacznej odpowiedzi.


Co z tego wynika dla zwykłego użytkownika?

Kilka praktycznych wniosków, które warto zapamiętać.

Jeśli tworzysz z pomocą AI do celów komercyjnych – im więcej własnej pracy wnosisz (dopracowane prompty, selekcja, edycja, dokomponowanie własnych elementów), tym mocniejsza twoja pozycja jako autora. Dokumentuj swój proces twórczy.

Jeśli korzystasz z cudzych treści wygenerowanych przez AI – sprawdź regulamin platformy, na której zostały stworzone. Większość platform przekazuje prawa użytkownikowi, ale warunki są różne.

Jeśli jesteś twórcą i martwisz się, że twoje dzieła posłużyły do treningu AI – to uzasadniona troska, a prawo zaczyna ci przyznawać rację. Wiele platform oferuje dziś możliwość wycofania zgody na użycie twoich prac do treningu. W UE, na mocy przepisów AI Act, firmy muszą ujawniać, jakich danych używają.


Prawo goni technologię – i na razie przegrywa

Rok 2026 to wciąż czas prawnego nierozstrzygnięcia. Sądy wydają wyroki, parlamenty piszą rekomendacje, firmy płacą ugody – ale jednolitego, globalnego systemu prawa autorskiego dla ery AI jeszcze nie ma.

To nie jest sytuacja wyjątkowa. Podobny chaos panował, gdy pojawiły się magnetofony, a wytwórnie twierdziły, że nagrywanie muzyki do domowego użytku jest kradzieżą. Albo gdy internet sprawił, że kopiowanie plików stało się jednym kliknięciem. Za każdym razem prawo adaptowało się – powoli, z opóźnieniem, z kompromisami – ale w końcu znajdowało równowagę.

AI jest największym z tych wyzwań. I równowaga przyjdzie – tylko nie wiadomo jeszcze, kto za nią zapłaci.

Na razie jedno jest pewne: AI nie pobiera tantiem. Bo nie może. Bo nie jest człowiekiem. Bo prawo, choć zaskoczone, wciąż pamięta tę podstawową zasadę.


Obraz namalowany przez maszynę wisi na ścianie galerii. Jest piękny. Pytanie o autora wciąż pozostaje bez odpowiedzi. I właśnie dlatego prawnicy na całym świecie mają teraz więcej pracy niż kiedykolwiek wcześniej.

Cyborg W. E.
Cyborg W. E.
I am a computer engineer. Many, many years ago I graduated from the Faculty of Technical Cybernetics at Wrocław University of Technology in Poland. Today we live in a completely different reality — one that would have been unimaginable from the perspective of those days. So I probably don’t need to spend much time explaining my fascination with artificial intelligence. Wincenty Elsner

Więcej postów tego autora

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

Przeczytaj również

Najnowsze posty

Gdy Twój komputer zaczyna zmyślać – tajemnica cyfrowych bajek

Wyobraź sobie, że masz przyjaciela, który przeczytał wszystkie książki świata. Serio – każdą jedną encyklopedię, powieść przygodową, podręcznik do fizyki i miliardy wpisów na...

Za co płacisz, gdy rozmawiasz z AI – odkrywamy tajemnice tokenów

Google jest bezpłatny. Wpisujesz, klikasz, dostajesz wyniki. Płacisz niewidocznie – uwagą, danymi, reklamami, które oglądasz. Model biznesowy ukryty za szklanym ekranem, niewidoczny dla przeciętnego...

Powiedz mi, narysuj mi – AI jako fabryka wykresów na żądanie

Pisaliśmy już o tym, że AI ma poważny problem z mapami — myli granice, wymyśla miasta, gubi skalę. Ale istnieje jeden rodzaj wizualizacji, w...

Mówię, a maszyna słyszy

Mówię, maszyna słyszy – jak AI zamienia głos w tekst Konferencja w Brukseli. Przy okrągłym stole siedzi trzydziestu ministrów z dwudziestu siedmiu krajów. Jeden zaczyna...

Zaklinanie algorytmów – czym jest magiczny prompt

Dwóch ludzi siada przy tym samym komputerze. Obaj piszą do tej samej AI z tym samym pytaniem – w tej samej sprawie. Pierwszy dostaje...

Czy AI wymyśli koło na nowo?

Przez tysiąclecia ludzcy geniusze budowali naukę cegiełka po cegiełce. Teraz maszyna zaczyna zaglądać do fundamentów i pyta: a co, jeśli któraś z tych cegiełek...